20 July 2019 03:24:17
V Krakowski Spływ Morsów Kraków, pływanie z bojką w płetwach dystans 1,7km - 16.03.2019
V Krakowski Spływ Morsów Kraków, pływanie z bojką w płetwach dystans 1,7km - 16.03.2019Morsowa impreza pływacka zorganizowana przez Krakowski Klub Morsów "Kaloryfer" w Krakowie.
Biuro i centrum zawodów mieściło się w miejscu zakończenia spływu tj.na Bulwarze Czerwieńskim przy Moście Grunwaldzkim, gdzie od ok.11 godziny rozpoczęła się praca Biura, gdzie wszyscy zainteresowani mogli liczyć na okolicznościowy poczęstunek. Tam też wszyscy uczestnicy poddani zostali rutynowej kontroli trzeźwości przez Policję.

W zależności od wybranego dystansu były trzy punkty startowe:
1 punkt dla dystansu 1,7km - mieścił się na początku Bulwaru Rodła, nieopodal ujścia Rudawy do Wisły
2 punkt dla dystansu 1km - znajdował się na Bulwarze Rodła na wysokości klubu kajakowego KS Nadwiślan,
3 punkt dla dystansu 0,5km - zlokalizowany na Bulwarze Czerwieńskim, na zakolu Wisły u podnóża Wawelu.

Na miejsce startu zawodnicy udawali się pieszo bulwarami wzdłuż Wisły do punktów startowych, traktując ten spacer jako rozgrzewkę i rekonesans przed czekającym ich wyzwaniem.

Ze względów bezpieczeństwa każdy uczestnik zobowiązany był do płynięcia z bojką asekuracyjną i preferowane były płetwy.
Jako, że była to impreza morsowa, a nie stricte pływacka, to oprócz stroju kąpielowego można było płynąć w typowym morsowym wyposażeniu tj. w: czapkach, rękawiczkach, i butach (skarpetach) neoprenowych. Niektórzy jednak m.in. Dona, Bartek i Maciek - w ramach promocji zimowego pływania i płynąc pełnym stylem na dystansie 1km, startowali bez tych akcesoriów - dając wyraz temu, że tak też można, gdyż w naszym kraju nie wiedzieć czemu utarło się, że morsować należy w neoprenach .
Imprezę zabezpieczał krakowski WOPR, Policja i 1 kajakarz (w osobie samego Prezesa "Kaloryfera" - Wojciecha).

Z uwagi na dużą liczbę spływowiczów start podzielony został na dwie tury i następował od ok.12 godziny. W każdej z tur jako pierwsi startowali uczestnicy najdłuższego dystansu 1,7km, a potem po dopłynięciu podstawowej grupy w okolice 2 punktu startowego, do spływu dołączali zawodnicy z dystansu 1km i dalej analogicznie po dopłynięciu w okolice 3 punktu startowego startowali także zawodnicy z dystansu najkrótszego.

Impreza ta traktowana jest z definicji, w kategorii morsowego wyczynu, a nie wyścigu - kolejność przybycia na metę i ewentualne różnice czasowe nie mają większego znaczenia. W imprezie tej każdy uczestnik traktowany jest jako zwycięzca niezależnie od dystansu jaki wybrał i czasu który osiągnął.
Z drugiej strony czas przebywania w zimnej wodzie jest o tyle ważny, że podczas pływania i morsowania, wychłodzenie organizmu u wszystkich postępuje i należy ten czas kontrolować by nie wychłodzić się zbytnio i nie popaść w hipotermię czy też nie nabawić się odmrożeń. Czas ten zależny jest oczywiście od osobistych predyspozycji, stopnia wytrenowania, czynników atmosferycznych i wielu innych składników. Reasumując nie był to wyścig, ale i tak wypadało się sprężać.

Nawiązując do tego to dziś jeden ze współklubowiczów zachował się dość nieodpowiedzialnie "porywając" się na najdłuższy dystans. Jak się okazało przeliczył się w kwestii własnych możliwości. Na negatywne skutki swego działania nie musiał zbyt długo czekać, gdyż po niespełna pięciuset metrach zakończył rywalizację i został przejęty przez karetkę.
Przygoda ta skończyła się dla niego hipotermią stopnia drugiego. Oczywiście przeżył, ale postępkiem swym naraził nie tylko na szwank swe zdrowie i życie, ale także przysporzył "nerwów" Organizatorom.
Morsowanie i zimowe pływanie jak każdy inny sport jest bezpieczną dyscypliną pod warunkiem, że podchodzi się do niego z głową, a nie na żywioł.

Pomimo tego, że każdy w takich imprezach podpisuje oświadczenie, iż startuje na własną odpowiedzialność, a także posiada minimum roczny start w morsowaniu to chyba potrzebna jest bardziej wnikliwa weryfikacja zawodników. Wiadomo, że wszystkich sytuacji awaryjnych się nie przewidzi, ale część z nich można odsiać już na etapie zapisów.

Na mecie przy moście Grunwaldzkim, po wyjściu na nabrzeże każdy uczestnik otrzymywał okolicznościowy medal, a później po przebraniu się i wstępnym ogrzaniu mógł liczyć na dalszy poczęstunek m.in. w postaci firmowego "kaloryferowego" dania - czyli Piekielnej Grochówki Leszka, a także wielu innych straw czy napitków.

Dalsza integracja uczestników tego przedsięwzięcia nastąpiła podczas obiadu w restauracji "Arkadia" - w zacumowanej nieopodal barce, gdzie na zakończenie nastąpiło także rozdanie okolicznościowych dyplomów.

Co do aury to dziś zmienne zachmurzenie, w większości pochmurnie, ale trochę słońca też było. Poza tym bardzo wietrznie (ok.8m/s), temperatura powietrza ok.8°C, ale ze względu na mocny wiatr odczuwalnie dużo mniej. Woda w porównaniu do powietrza fajna i subiektywnie ciepła bo koło.6°C na plusie, wiatr przychylny zachodni z domieszką północnego, tak więc na Wiśle fala też była. Co do powietrza to jego jakość wręcz idealna.

W spływie wzięły udział 72 osoby, z kilkunastu klubów morsowych - z różnych zakątków Polski. Na najdłuższy dystans 1,7km zdecydowały się 33 osoby.

(Fot.Bogdan Wardziak, Tomasz Szczepański, Szczepan Badowski)

Mój czas 0:26:15 (dystans 1,7km, a płynąłem w kąpielówkach, czepku, skarpetach neoprenowych, płetwach i oczywiście z bojką)


Copyright © eXrowerowanie.pl Kraków 2010 - 2019
1,309,126 unikalnych wizyt