19 September 2019 19:00:46
Witam
Jestem Piotr, w niektórych kręgach mówią na mnie pit, a stronka ta to mój prywatny pseudosportowy pamiętnik o rowerowaniu, bieganiu i innych sportach - w których czasami mam przyjemność uczestniczyć.
Aktualności
Powtórka z rozrywki
Powtórka z rozrywkiOj nie szczęści mi się ostatnimi czasy.

W zeszłym roku zbuntował mi się kręgosłup. Teraz w lajtowej jeździe rowerkiem do pracy w głupi, właściwie sztubacki sposób zaliczyłem klasyczne OTB (lot przez kierownicę) i tym razem "załatwiłem" sobie rękę w łokciu (zwichnięcie i złamanie). Lot krótki acz dotkliwy w skutki, ogólnie sprawa rozwojowa.
By śmieszniej było w tej bardzo dla mnie przykrej sytuacji, stało się to koło mego domu, po przejechaniu zaledwie kilkudziesięciu metrów, do tego przy minimalnej prędkości, na suchej nawierzchni i jeszcze zanim włączyłem się do ruchu ulicznego - taki paradoks.

Może już czas dać sobie spokój z aktywnością sportową, tym bardziej, że na przestrzeni lat trochę różnych urazów już się nazbierało.
Jeśli już nie definitywny koniec to może przynajmniej pora zmienić dyscypliny na bardziej bezpieczne i mniej kontaktowe typu: szachy lub brydż sportowy?

Jednak by nie siać defetyzmu dodam, że sport to oczywiście samo zdrowie - przynajmniej do pierwszej kontuzji.
----------------------------------

Edytowano 9.09.19

Nie wdając się zbytnio w szczegóły znowu skończyło się na operacji.
Obecnie po dwóch miesiącach od wywrotki jestem na etapie rehabilitacji. Wygląda też na to, że na dobre zagościłem już na kolejnym etapie sportowego wtajemniczenia zgodnego z sentencją: "przez sport do kalectwa".

Ale cóż robić - taka pasja!
· pit dnia 10 July 2019 09:11:00 · Drukuj
Slovensko Slow Swimming 2019 Oravská Priehrada Námestovo Słowacja dystans 1,7km [2km] - 22.06.2019
Slovensko Slow Swimming 2019 Oravská Priehrada Námestovo Słowacja dystans 1,7km [2km] - 22.06.2019Slow Swimming Oravská Priehrada to towarzyska i rekreacyjna impreza, której celem głównym jest promocja pływania, w tym pływania na wodach otwartych, a jej idea pochodzi z Wielkiej Brytanii.

Impreza w słowackim Namiestowie na jeziorze Orawskim rozpoczęła cykl tego typu imprez w Polsce i na Słowacji, a zorganizowana została przez lokalny klub morsów Orava Otužilci przy współudziale polskiej organizacji Poland Open Water Swimming oraz dużym zaangażowaniu Leszka Naziemca - lodowego pływaka i propagatora "dzikiego" pływania. Zabezpieczenie podczas imprezy zapewniał klub z Orawy i Biuro Kadr Medycznych z Katowic.
We wrześniu ma odbyć się kolejna odsłona tej imprezy, tym razem w Polsce - na jeziorze Pogoria 1 w Dąbrowie Górniczej.

Z uwagi na fakt, że impreza ta nie była wyścigiem, nie było ustanowionego limitu czasowego i panowała pełna dowolność: można było płynąć w piankach, płetwach, można było się także łapać łodzi asekurujących, styl pływacki dowolny, a uczestnicy pływali oczywiście na własną odpowiedzialność.

Integralną częścią imprezy był piknik na którym pływacy dzielili się swymi wypiekami, kawą i herbatą itd.

W założeniach miała to być duża impreza połączona z mniejszymi towarzyszącymi, jednak z uwagi na niepokojące prognozy pogody słowaccy Gospodarze w przeddzień imprezy odwołali ją i przenieśli termin tego wydarzenia na przyszły weekend. Z uwagi jednak na to, że strona polska jednak zdecydowała się na przyjazd i start niezależnie od aury - Słowacy naprędce przygotowali dla nas zarówno obstawę na "wodzie", jak i wspomniany piknik.

W pierwotnym założeniu mieliśmy pływać na dystansie ok.1,4km startując z naprzeciwległego brzegu ze Slanickiej Osady do miejsca piknikowania tj. Auto Camp pri Studnicke, lecz ze względów logistycznych zdecydowano, że start nastąpi w okolicach miejsca zbiórki tj. przy amfiteatrze w centrum Namiestowa i pływanie będzie polegało na pokonaniu dystansu w poprzek jeziora i z powrotem. Dystans w jedną stronę wynosił ok.850m. Sam start nastąpił po krótkiej odprawie ok.godz.12:30.

Co do pogody to początkowo słonecznie, potem zaczęło się chmurzyć i podczas pływania już w drodze powrotnej dolało nam porządnie lecz wbrew obawom burzy nie było.
Temperatura powietrza wynosiła ok.25°C, woda w jeziorze dość ciepła, a na jeziorze momentami duża fala.
Po imprezie zaś odbył się międzynarodowy piknik i integracja z sutym poczęstunkiem, i różnorakimi (w tym łąckimi napitkami). Tam też odbyło się wręczenie okolicznościowych dyplomów uczestnictwa.

W imprezie wzięły udział 32 osoby w większości z Polski, ale kilkoro Słowaków też płynęło.
· pit dnia 23 June 2019 13:55:21
Czytaj więcej · 79 czytań · Drukuj
V piwna mila z "Chciałem se pobiegać" Kraków dystans 9km [11km] - 1.06.2019
V piwna mila z "Chciałem se pobiegać" Kraków dystans 9km [11km] - 1.06.2019Zawody "sportowe" o niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju formule zorganizowane przez krakowski Klub "Chciałem se pobiegać".

Głównym celem tego wiekopomnego wydarzenia - oprócz promocji biegania, jako najprostszej formy aktywności sportowej itd.itp. były obchody siódmych urodzin klubu "Chciałem se pobiegać", a także popularyzowanie picia piwa jako najlepszego napoju izotonicznego!

Impreza przeprowadzona została, na krakowskim Sikorniku. Start poprzedzony został pamiątkową sesją fotograficzną i okolicznościowym hymnem - "Piwo", zespołu ZDROWA WODA, a sam start nastąpił koło godz.16:30.

Pętla wynosiła dobre 500m [wg mego GPS 670m]. Traska terenowa, lekko pofałdowana o nawierzchni gruntowej i częściowo utwardzonej.

O ile w standardowej piwnej mili (beer mile) dystans ogranicza się jedynie do jednej mili tj.1609m, na tej imprezie dystans ten uległ zwielokrotnieniu. Rzetelniejszym określeniem byłoby miano: piwna dyszka czy też szesnastka - gdyż rekordzista sprzed 2 lat osiągnął ponoć na tej trasce wynik 24 okrążeń czyli pokonał 16km. Reasumując impreza bardziej piwna niż mila

Formuła biegu - wyciąg z regulaminu:

Po każdej pętli wypijamy "małe" piwo (330 ml) i biegniemy dalej.
Oczywiście każdy uczestnik biegnie tyle pętli ile będzie chciał, bądź będzie mógł.
Dopiero po wypiciu piwa zawodnik może biec dalej.
Obowiązuje bezwzględny zakaz picia piwa poza strefą piwną.
Zwycięzcą biegu jest ten kto wypije najwięcej piwa czyli przebiegnie najwięcej pętli. Po upływie 2h.
Bieg ma charakter koleżeński, dlatego podczas biegu jesteśmy uśmiechnięci i mili.
Nie utrudniamy ruchu pieszym. Nie wszczynamy pijackich burd :-) i dbamy o czystość na trasie.
Każdy z zawodników musi posiadać „anioła stróża”, który będzie dbał o swojego podopiecznego w trakcie i szczególnie „po zawodach” (dostarczenie do domu itp.)
Uprzedzając pytania – odpowiadam „Tak jeden Anioł może czuwać nad kilkoma biegaczami ;-)
ZAWODNICY BEZ „ANIOŁÓW” NIE BĘDĄ DOPUSZCZENI DO BIEGU !!!!

Co do pogody to podczas imprezy ciepło ok. 24°C. Na starcie i mecie słonecznie, na półmetku zaś także deszczowo. Nawierzchnia początkowo sucha, po półgodzinnym deszczu zrobiła się jednak trochę śliska i miejscami błotnista.
Z tego co kojarzę pod koniec biegu została wyłoniona "najlepsza" piątka zawodników (do której nieopatrznie się załapałem) i ustanowiona została dogrywka w postaci dodatkowego okrążenia, a także przeprowadzona została kontrola trzeźwości.

Jeśli chodzi o atmosferę to przyjacielska i z każdym okrążeniem coraz gorętsza. Nagminnym zjawiskiem było przybijanie sobie "piątki" przy mijaniu i muszę przyznać, że kilka razy udało mi się nawet trafić!
Podczas imprezy nagrodzony został obrazem Artysty (o jedynie słusznej tematyce) m.in. posiadacz najładniejszego brzuszka piwnego, ale nie zdążyłem już tego faktu osobiście zakonotować.
Oprócz zimnego (sic!) piwka w trakcie imprezy można było liczyć na poczęstunek w postaci węgierskich specjałów tudzież kiełbasek z ogniska.

W biegu wzięło udział 25 osób w tym 4 panie.
· pit dnia 02 June 2019 09:12:00
Czytaj więcej · 120 czytań · Drukuj
III Tour de Silesia - Ultramaraton Kolarski Godów, dystans Mini 330km (przewyższenie 4700m) - 18-19.05.2019
III Tour de Silesia - Ultramaraton Kolarski Godów, dystans Mini 330km (przewyższenie 4700m) - 18-19.05.2019Trzecia edycja ultramaratonu szosowego przeprowadzanego w formie jazdy NON-STOP tym razem na trzech dystansach: Klasyk 510km (przewyższenie 7100m), Mini 330km (przewyższenie 4700m) i towarzyszący maraton Familijny 100km (przewyższenie 790m). W tym roku dystanse Klasyk i Mini były krótsze w stosunku do roku zeszłego, ale za to nastromienia były większe. Start dystansów ultra: tj.Klasyka i Mini następował w sobotę, a maraton Familijny przeprowadzony został w niedzielę.

Dla przypomnienia: wydarzenie to zainicjowane i zorganizowane zostało dwa lata temu przez trzech kolegów - kolarzy amatorów: Pawła Pieczkę, Sebastiana Dusika i Krystiana Juraszka jako uzupełnienie i niejako alternatywa do odbywającego się od kilku lat Śląskiego Maratonu Rowerowego.
Tour de Silesia organizowany jest przy współudziale innych sponsorów i podmiotów - w tym roku m.in. przez Miasto Rybnik, Gminę Godów i firmę BikeSystem z Rybnika i innych.

Podobnie jak w zeszłym roku tak i w tym trasa dystansów wiodła głównie przez Czechy, ale symbolicznie Słowacja tym razem też została zaliczona.
Trasy ultramaratonu standardowo nie oznaczone (zostały jedynie udostępnione mapy z zaznaczoną obowiązkową trasą przejazdu w postaci tracku GPS).
Na pokonanie obu dystansów ustanowione zostały limity czasowe: dla Klasyka 36 godzin, a dla Mini 24 godziny.

Tym razem areną zawodów była przede wszystkim mekka czeskich kolarzy mianowicie: Łysa Hora (Lysá Hora (1323mnpm) z kilkoma innymi - też niczego sobie i równie stromymi podjazdami. Na deser (175km) pozostawiona została przełęcz Pustevny (1010mnpm) z fajnymi serpentynami.

Trasy Mini i Klasyka były identyczne, aż do Świerklan czyli przez 310km, gdzie następowało rozdzielenie tras: trasa krótka kierowała się na południe w kierunku mety w Godowie, a w Klasyku do zaliczenia było jeszcze 200km i polskie Beskidy.
Podjazdy bardzo długie i niekiedy bardzo strome - zjazdy bajeczne i oczywiście bardzo widokowe.

Start zawodników następował w grupach 6-10 osobowych, w odstępach 5-minutowych. Najpierw od godz.7:30 startowali zawodnicy z dystansu Klasycznego, a później od godz.9 uczestnicy dystansu Mini. Na samym końcu każdego z nich zwyczajowo startowały tzw."Grupy Śmierci" tj. najlepsi zawodnicy z danego dystansu - lecz nie wiedzieć czemu ja też znalazłem się w tej grupie na dystansie Mini .

Ze względów organizacyjnych impreza została zorganizowana w formie rajdu i wszyscy zobowiązani byli jechać "po śladzie". Każdy zawodnik zaopatrzony został także w nadajnik GPS mający na celu kontrolę i monitoring jej uczestników.

Co do pogody to w sobotę od rana słonecznie, ciepło i zarazem wietrznie - jak dla mnie pogoda wymarzona. Temperatura dochodziła do ok.20°C. Potem w zależności od dystansu zawodnicy załapali się (lub nie?) na deszcz. Mnie deszcz dosięgnął już za Słowacją i przed podjazdem pod przełęcz Pustevne. Noc jasna i subiektywnie ciepła ok.8-10°C, księżyc w pełni do tego nad ranem lokalne mgły i zamglenia. W niedzielę od rana słonecznie i równie ciepło.

Na obu sobotnich dystansach w imprezie wzięło udział łącznie 285 osób z czego pozytywnie sklasyfikowanych zostało 209 osób (w Klasyku wystartowało 127 osób - ukończyło osób 78, zaś w Mini wystartowały 158 osoby, a ukończyło osób 131). W tym roku na obu tych dystansach wprowadzono po raz pierwszy kategorię samotnej jazdy - Solo.
W imprezie towarzyszącej zaś na niedzielnym dystansie Familijnym 100km wzięło udział 275 osób, z czego maraton ukończyło osób 240.
· pit dnia 21 May 2019 10:18:00
Czytaj więcej · 165 czytań · Drukuj
VIII Bieg Turystyki Przygodowej AWF Kraków Koniczynka Trail Marathon 2019, Ojców dystans 21,3km - 10.05.2019
VIII Bieg Turystyki Przygodowej AWF Kraków Koniczynka Trail Marathon 2019, Ojców dystans 21,3km - 10.05.2019Kolejna edycja biegu górskiego organizowanego przez Wydział Turystyki Przygodowej Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie - na dystansach: maratonu i półmaratonu. Impreza ta organizowana jest w Ojcowie na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego.

Start tradycyjnie rozpoczął się z lekkim poślizgiem ok.godz.9:30 przy Barze "Sąspówka".
Trasa 'Koniczynki' wiedzie m.in. doliną Prądnika, doliną Sąspowską oraz po okolicznych wzgórzach: Okopy, Koronnej czy Złotej Górze, nieopodal ruin ojcowskiego zamku, po starym parku zdrojowym niegdysiejszego uzdrowiska Ojcowa, po Górze Chełmowej i przez Bramę Krakowską. Trasa bardzo widokowa i bardzo urozmaicona. Zarówno z mozolnymi podejściami - tak i z karkołomnymi zbiegami. Nawierzchnia w większej części terenowa, kamienista, pełna kamiennych schodów, korzeni, ale dla złapania oddechu jest także trochę asfaltu.

Pomimo braku wpisowego w biegu tym każdy uczestnik otrzymuje pamiątkową koszulkę, na bufecie do dyspozycji woda - zaś na mecie pamiątkowy drewniany medal ręcznej roboty z elementem ściśle związanym z Ojcowem i biegiem (napisy wypalane ręcznie).
Tym razem na awersie znalazła się ślimacza muszla.

W imprezie tej uczestnicy do wyboru mają dwa dystanse: maraton (tj.3x środkowa pętla) i półmaraton (1x środkowa pętla) reszta trasy taka sama dla obu dystansów. Przewyższenie na dłuższej trasie wynosi ok.1300m, na krótszej ok.600m.
Dziś od rana słonecznie, a temperatura powietrza w trakcie dochodziła do 15-17°C. Z biegiem czasu zaczęło się jednak trochę chmurzyć, a nawet kropić. Nawierzchnia mokra, śliska i było trochę błota.

Lista startowa zawierała 157 osób, z czego zadeklarowane dystanse ukończyło 140 osób (maraton - 30, a półmaraton - 110 osób).
· pit dnia 10 May 2019 23:18:00
Czytaj więcej · 118 czytań · Drukuj
Copyright © eXrowerowanie.pl Kraków 2010 - 2019
1,318,935 unikalnych wizyt